piątek, 24 kwietnia 2015

OKNO NA ŚWIAT


Każdy przyszły właściciel psa, który odpowiedzialnie dokonuje zakupu szczeniaka zastanawia się jakie zniszczenia w mieszkaniu zafunduje mu nowy, słodki członek rodziny. Wychodzenie  z założenia, że trzeba zapewnić wszelkie inne przedmioty do zabawy podczas nieobecności "osób nadzorujących" jest jak najbardziej trafne i częstym zabiegiem jest właśnie kupowanie tzw. wyprawki dla szczeniaka. Wiadomo niszczy, gryzie i "unicestwia" wszelki gadżety jakie dostanie i należy kupować nowe, kolejne i kolejne coraz bardziej atrakcyjne według Nas drobiazgi dla pupila. Jednak nie zawsze imitacja towarzystwa w postaci "gumowych" kolegów wystarcza  niesfornemu psiakowi i zaczyna interesować się innymi przedmiotami w lokalu mieszkalnym, które można według niego
skonsumować. Jest to problem wielu posiadaczy dojrzewających czworonogów, które potrafią nieść istne straty zaczynając od pogryzionych butów kończąc na pozbawianiu życia ulubionej sofy właścicieli. Mnie na szczęście, co jest wręcz prawie niemożliwe ominął ten problem, gdzie codziennie drżałam wkładając klucz do zamka po powrocie z pracy, co może mnie zastać za "wrotami" gospodarstwa domowego.
Dlaczego? Myślę, że na to złożyło się tak naprawdę wiele czynników, a także uwagi i starań z Naszej strony. Przede wszystkim staraliśmy się nie dostarczać
jakichkolwiek bodźców jakie mogłyby kusić czarną labradorkę, a dokładniej nie zostawialiśmy żadnych rzeczy na stołach, blatach czy niskich szafkach. Owszem posiadaliśmy wazon z kwiatami lub tacki położone na stole, ale one też doczekały swojego sądnego dnia i zostały obrócone w pył i od tego momentu wszystko do czego dosięgała dorastająca Mia zostało usuwane z zasięgu psiego wzroku. Nasze zabiegi wręcz uprzedzały tworzące się w kudłatym łebku pomysły typu "co by dzisiaj zniszczyć" poprzez chowanie drobnych przedmiotów, przewieszanie wyżej sznurków od rolet, a także stawianie krzesła przy zasuwanej szafie, aż po zwijanie dywanu. Wymagało to trochę czasu,ale można było dojść perfekcji uwijając się w kilka minut przed zaplanowanym wyjściem i igraszki spełzły na własnym wiaderku z zabawkami. 
Głównym atrybutem jaki posiadamy to chyba właśnie tytułowe "okno na świat" czyli ogromnym plusem jest to, że mieszkamy na parterze z niewielkim skrawkiem ogródka. Już pomijając "pas" zieleni to dużo daje sam widok, że zawsze coś, ktoś, gdzieś przemknie na dworze, chociażby mocniej wiatr zawieje lub sąsiad wyjdzie z czworonożnym towarzyszem - zawsze to jakieś "małe wydarzenie" podczas mijającego czasu bez właścicieli. Moim zdaniem to właśnie w wielkim stopniu uchroniło Nasze mieszkanie przed dewastacją i towarzyszącym jej żalem spowodowanym rozłąką na
kilka godzin dziennie. Jedynym minusem posiadania okien w zasięgu psiego nosa jest, co chwila bieganie i mycie dolnych szyb bo są pięknie "pomalowane" przez mokry nos, którym najwyraźniej Mia próbuje sprawdzić, co takiego jest po tej drugiej stronie świata.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz