piątek, 10 kwietnia 2015

WŁAŚCIWOŚCI OSOBOWOŚCI



- TOWARZYSKOŚĆ
    
Na każdym kroku, a właściwie natręctwo, w szczególności nasila się po dłuższej nieobecności w domu. Nieodstępowanie na krok, snucie się jak cień, prześladowanie w każdym możliwym pomieszczeniu. Napastowanie w postaci wyciągania każdej zabawki z wiaderka i podkładania w celu wspólnej zabawy w najmniej odpowiednim momencie. A już całkowite domaganie się "towarzystwa", gdy przychodzi moment odpoczynku i relaksu na kanapie, w ułamku sekundy następuje szybkie przybranie pozycji (łeb na kolanach i wielkie oczy plus wygłaszanie psiego
monologu), mającej na celu przygarnięcie trzeciego członka rodziny oraz upchnięcie go na kanapie - czytać - pies zajmuje połowę kanapy, a drugie pół przeznaczone dla właścicieli bo przecież nadal

czuję się szczeniakiem, choć ważę 30 kilogramów. Czasem też następuje przemiana w postać kota i wskakiwanie na oparcie sofy oraz czołganie się, a potem wkładanie czarnego nosa i próba przymilania się na wszelkie sposoby.




- ŁAGODNOŚĆ I ULEGŁOŚĆ

Zwłaszcza uległość, która moim zdaniem tak naprawdę jest związana z łagodnością i jest notorycznie przejawiana w obecności innych psich towarzyszy. Mnie jako właścicielkę będącą jak najbardziej za odpowiednią socjalizacją psa już od najwcześniejszych miesięcy życia, a niecierpiącą ludzi, którzy widząc drugiego psa, natychmiast w popłochu z daleka biorą swoją pociechę na ręce. Zachowują się jakby co najmniej z daleka nadciągał "wielki smok", chcący pożreć swoją nowo napotkaną ofiarę. Nic później dziwnego, że wyrastają psy albo agresywne, które nie potrafią dogadać się z braćmi swojego gatunku lub bojaźliwe pieski trzymające się "spódnicy" właściciela. Gdybym miała wybierać między agresywnością i dominacją swojej labradorki wobec innych czworonogów, a uległością - zdecydowanie wybieram uległość.
Dlaczego? Wolę czuć się pewna tego, że mogę swobodnie uwolnić psa ze smyczy i wiem, że nie będzie żadnych "awantur" w psim gronie niż bać się czy za rogiem nie wybiegnie pies, a Mia poleci  z zębami na wierzchu. Jej uległość przede wszystkim przejawia się tym, że nawet jeśli posiada swoją ukochaną piłkę bądź inny gadżet, który zabieramy na spacer, potrafi przekazać go "koledze" i nie upominać się  z upartością i złością o swój przedmiot. A niby jedynaki są egoistami.

- ENERGIA

Kto się bardziej zmęczy? Próba sił jaką przeprowadzam za każdym razem ze swoim psem kończy się na mojej przegranej. Absolutnie nie bawimy się w przeciąganie bo to jakoś nie ekscytuje labradora, natomiast niesamowicie „kręci”, jak na tą rasę przystało – aportowanie- czegokolwiek. Najważniejsze by leciało jak najdalej, żeby można szukać tego w najciemniejszych zakamarkach, a najlepiej żeby natychmiast „dopaść” to w biegu, w locie i zatoczyć kółko by móc znowu rzucić „obiekt pożądania”  pod nogi swojej właścicielki.  Jak w transie rzut- bieg- łap cel- czekanie na ponowny rzut. Najbardziej chyba uwielbiam w drodze powrotnej okazywaną upartość poprzez podtykanie np. zielonej piłki pod same nogi, a nóż może znowu uda się pobiec i przynieść, jeśli właścicielka wcześniej się o nią nie potknie. Jedynym sposobem jakim udaje mi się zmęczyć psa jest połączenie biegania i pływania - tutaj chyba spełnia swoje wszystkie "oczekiwania" wobec spaceru, jeśli jest woda chociażby namiastka kałuży - jest woda jest zabawa.
    Plusy? Z moich obserwacji wynika jeden duży plus w postaci dobrego zmęczenia Mii i posiadając w ręku ten magiczny "hipnotyzer" jestem w stanie przeprowadzić psa przez tłum ludzi, krzyczących dzieci i stada psów, a ani razu nie oderwie ode mnie swojego wzroku. Pomaga mi to bardzo bo pojawiał się problem jak to u labradorów z nadmierną życzliwością wobec każdej napotkanej istoty. A jak wiadomo, że pies tej rasy nie jest malutki więc nie każdy ma ochotę być staranowany przez "miłość" nadciągającą ze strony czworonoga. Skupienie uwagi na mnie pozwala mi dumnie i swobodnie kroczyć z psem u boku, który niesie swoją zabawkę do domu, czekając na otwarcie drzwi i elegancko kładzie "aporter" u moich stóp, by schować na następny, kolejny pasjonujący spacer. Procedura wycierania mokrego psa i padła na posłanie.
Minusy? Można uznać za minus, aczkolwiek dla mnie absolutnie nie jest uciążliwy "rytuał " wycierania czworonoga po każdym spacerze. Należy liczyć się z tym, że powinno się posiadać w zapasie co najmniej kilka dużych ręczników. Czasem wycieranie poprzedza "złośliwe" wytrzepanie się na przedpokoju, tak by pięknie pokryć lustro "strugami deszczu". Kiedyś widząc zbliżający się ręcznik Mia była przekonana, że to zabawa w szarpanie ręcznika bo to zły ręcznik jest. Obecnie przechodzi ten proces łagodnie i wręcz owija się ręcznikiem. 
                                                                                                                                                   
-ŁAKOMSTWO
    
Jak każdy przedstawiciel tej rasy jest niesamowitym żarłokiem, gdzie widząc jedzenie oczka się jakby nagle powiększają, a po dłużej chwili bezskutecznego patrzenia dostaje ślinotoku. Nie wiem jak inne labradory, ale moja zawsze siedzi ze "strugami śliny", które automatycznie pojawiają się wraz z spożywaniem naszych posiłków. Jest to trochę poniekąd zabawne, ale też nie zbyt ciekawy widok szczególnie jak są goście, którzy krzywią się na widok zaślinionego psa. Zadziwiające jest to, że wystarczy przesunąć drzwi od szafy na przedpokoju, a już wie, że w efekcie dostanie coś do jedzenia bo przecież tam znajduje się w zamkniętych wiaderkach karma lub chociażby zostanie rzucone na pocieszenie małe ciasteczko. Ilości spożywanych posiłków staramy się pilnować i nie przekarmiać, gdyż jak wiadomo ta rasa ma skłonności do nadwagi, co uważam bardziej za niedopilnowanie ze strony właścicieli, którzy często utożsamiają labradory z psami domowymi i niepotrzebującymi ruchu. Często spotykam się z opinią na temat Mii, że to nie jest labrador, a co taki chudy bo przecież labradory są grube. Uważam, że to ludzie przyzwyczaili się do takiego stereotypu i sami widocznie, może dążą do tego żeby rzeczywiście ich czworonogi tak wyglądały bo tak wygląda ta rasa. Nic bardziej mylnego..Czarna labradorka ma odpowiednią wagę i ani ja, ani weterynarz nie ma żadnych obaw i cieszę się, że jest smukła oraz posiada dłuższe łapy, niż "książkowi" przedstawiciele rasy bo dzięki temu nie ma problemów w poruszaniu się i wykonywaniu przeróżnych akrobacji.