niedziela, 5 kwietnia 2015

Z CYKLU MIEJSCA: OKOLICA

Gdzie mieszkamy? W dużym mieście, a właściwie można użyć określenia "miejskiej dżungli". Tym miastem jest Gdańsk, który każdemu kojarzy się z pięknym polskim morzem czyli wspaniałym miejscem spacerowym z ukochanym psem. Tak, owszem plaża jest doskonałym terenem na wspólne wędrówki z psem lecz ja codziennie zachwycam się miejscem, osiedlem gdzie mieszkamy.
Dlaczego? Rozsądnie myśląc "blokowiska" to nic ciekawego, smutne chodniki, sztuczna roślinność i liczne ogrodzenia mające zapewnić bezpieczeństwo, a przede wszystkim prywatność. Oczywiście osiedla uwielbiają obstawiać wszelkie "skrawki" zieleni magicznymi tabliczkami zakazów, a w szczególności wyrażają swoje żądania w stronę właścicieli psów. Uważam, że jest to dobry zabieg, ale tylko w momencie jeśli dotyczy "sprzątania po swoim psie" w oczywistych, publicznych
miejscach, natomiast teraz panuje wręcz "moda" na zapełnianie trawników masą plastikowych informacji, do których my posiadacze czworonogów powinniśmy się dostosować. Wracając do okolicy, po której codziennie wędrujemy by spożytkować nadmiar energii, to z czystego lenistwa wcale bym nie poznała tych zakątków, gdyby nie Mia.
Jakie to miejsca? Szlak składa się z dwóch dużych zbiorników retencyjnych i jednego stawu, gdzie pierwszy z nich znajduje się tuż za rogiem prywatnych płotów i wystarczy zrobić kilka porządnych kroków, aby wydostać się z gąszczu "zakazów" oraz "nakazów" i cieszyć się namiastką przyrody.
Jaka jest "przyroda" ? Słowo przyroda to zbyt wielkie określenie na teren, który znajduje się w pobliżu Nas. Jednak cieszy mnie niesamowicie, a jeszcze bardziej samą zainteresowaną tym miejscem czarną labradorkę. Obszar wokół zbiornika jest odpowiednio zagospodarowany, przede wszystkim dla biegaczy, rowerzystów i rodzin z pociechami, generalnie dla rasy ludzkiej. Oczywiście można spotkać również właścicieli uprawiających sport wraz ze swoim pupilem, w szczególności ostatnio popularny dogtrekking, ale też wielu krzyczących przeciwników psów.
Co my uprawiamy? My nie biegamy razem, nie posiadamy jeszcze roweru by wspólnie robić więcej kilometrów.. my kochamy wodę i nieważne czy to mała kałuża czy wielkie morze. Mia umiłowała sobie jak na przedstawicielkę rasy przystało - pływanie, a do tego skakanie i nurkowanie najlepiej z aporterem. 
Kolejnym punktem na psim szlaku jest rzeczka, która prowadzi do następnego już mniej "atrakcyjnego" dla ludzi zbiornika. Mniej "interesujący" może z tego względu, że nie jest wykończony i do końca odpowiednio zagospodarowany, ale za to bardziej cieszy się popularnością wśród sezonowych wędkarzy. Natomiast Mii zupełnie to nie przeszkadza wręcz przeciwnie- wiadomo, że im mniej ludzi tym więcej może beztrosko biegać. 
Gdzie najwięcej biegamy? Boisko, a raczej polanka z prowizoryczną ramą z drewna mającą chyba pełnić rolę "bramki". Chociaż z moich obserwacji wynika, że jest słabo użytkowane przez "drużyny piłkarskie", raczej częściej spotykam tam właśnie miłośników psów, którzy bawią się ze swoimi czworonogami. Uwielbiam to miejsce, ponieważ tam mogę maksymalnie skupić uwagę Mii na swojej osobie poprzez liczne komendy i "próby szkolenia". Tam ćwiczymy różne sztuczki i testujemy umiejętności nowych zabawek i wydajność mojego psa.
 Czarna labradorka? Odkryła, któregoś dnia trzeci staw nazywany przeze mnie "dzikim" stawem bo tam raczej sam gatunek ludzki nie wybiera się na spacery. Jedynie można spotkać tam różnego rodzaju ptactwo lub właściciela psa, który postanowił się bardziej poświęcić i zrobić trochę więcej kilometrów dla zdrowia bądź dla dłuższego spokoju w domu licząc na to, że pupil wróci szczęśliwie padnięty.
Szczęśliwie padnięty? Mogę z czystym sumieniem przyznać, że po spacerach, na które nie muszę daleko wyjeżdżać by Mia się wyszalała, że mój pies jest padnięty.. szczęśliwy? Myślę, że tak bo należę do grona ludzi, którzy wyznają : "Zmęczony pies to szczęśliwy pies."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz