niedziela, 14 czerwca 2015

PSIA SZTAMA

Od pierwszych dni, gdy tylko upłynął czas "ochronki" solidnie zaczęłam wdrażać pełną socjalizację labradorki z otoczeniem, a zwłaszcza z czworonożnym środowiskiem, ponieważ trzymam się zasady "póki nie spróbujesz to się nie dowiesz" lub inaczej to ujmując "nie ryzykujesz, nie zyskujesz". Za pomocą właśnie zarzucenia "sieci" ryzyka uzyskałam zamierzony efekt czyli odpowiednią harmonię i porządek w relacjach czarnej towarzyszki zarówno ze światem ludzkim, jak i psim. Zupełnie nie rozumiem właścicieli psów, którzy widząc innego psa zmierzającego w stronę ich pupila bądź tylko przebywającego gdzieś w pobliżu nagle dostają "dzikiego" ataku paniki, co w rezultacie kończy się tym, że biorą w popłochu zdezorientowanego psiaka na ręce i uciekają w "siną dal", w najlepszym wypadku szybko zapinają na smycz. Przytrzymanie podopiecznego jest jak najbardziej wytłumaczalne, ponieważ zdarzają się różne czworonogi, takie które są "nadmiernie"
przyjazne i nie są w stanie opanować emocji widząc drugą istotę, kierują się swoją chęcią okazania
 miłości, którą nie każdy jest w stanie przyjąć. Również często napotyka się te nie mające ochoty na wspólną zabawę bo wolą pokazać dominację bądź w najgorszym wypadku chęć walki.
Dlaczego? Moim zdaniem ułożenie psa zależy wyłącznie od odpowiedzialności i cierpliwości jaką powinien wykazać właściciel kudłacza w czasie jego wychowywania, ponieważ jak dla mnie
zarówno człowiek jak i pies to "niezapisana tablica", którą na początku wypełnia opiekun.
Przyjaźń? Z moich obserwacji wynika, że w psim świecie jak najbardziej istnieje zjawisko przyjaźni opierającej się na obustronnej adoracji, radości i wspólnej zabawie. Przykładem jaki jestem
w stanie przytoczyć jest Mia z Mają (mieszkająca w rodzinnym domu), a zaczęło się dość "strachliwie" bo podczas pierwszego spotkania "starsza" towarzyszka wyraźnie pokazała swoje ogromne niezadowolenie z powodu przyprowadzenia małej, czarnej kulki. Pierwszy uścisk zębami i przytłoczenie do ziemi wyglądało bardzo groźnie i niestety nie wróżyło nic dobrego, a tym bardziej nikt nie spodziewał się jakichkolwiek przyjaźni tylko samych konfliktów.
Na szczęście po pierwszym niefortunnym spotkaniu "zapoznawczym" kolejne próby rzucenia czarnej towarzyszki na "głęboką wodę" i systematyczne powielanie wspólnych schadzek dało pozytywne efekty w postaci wręcz nierozerwalnej psiej relacji.
Psie relacje? Przejawianie całkowitej uległości wobec jakiejkolwiek czworonożnej istoty, ponieważ widząc w pobliżu kudłatego "potencjalnego" towarzysza grupowej zabawy, następuje przeogromna euforia.
Inne stworzenia? Ostatnio nastąpiło zapoznanie się z największym "wrogiem" psiego gatunku czyli kotem, a właściwie kociakiem, który został nowym mieszkańcem po sąsiedzku. Zebrania odbywają się w ogródku, gdzie badanie siebie nawzajem polega na "wtykaniu" nosa w ogrodzenie. Ze strony ciekawskiego malucha widać coraz więcej odwagi, a czarna labradorka nie za bardzo ma pojęcie jak ma się obejść z taką kruszyną i wydaje swoje psie "dźwięki" adorując kotkę. Jest to dla nas zupełnie nowe zdarzenie, ponieważ za każdym razem, gdy otwierają się drzwi na ogródek, pierwsze kroki kierowane są w stronę sąsiadów i "maniakalne" wlepianie wzroku w płot czy może wyjdzie "mały lew".
Podsumowując? Mogę swobodnie stwierdzić, że istnieją psie przyjaźnie i nie tylko, gdzie zwierzęta wzajemnie sobie ufają, tęsknią i cieszą się z bliskości spędzając razem czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz