wtorek, 24 stycznia 2017

PRZYBORNIK









Długie spacery to takie, które kochamy najbardziej i z pewnością znajdzie się ktoś, kto spacer z psem traktuje jako niemiły oraz czysty obowiązek, a nie jak doskonałą przyjemność. Dla nas to wspaniała forma spędzania czasu na świeżym powietrzu wraz z ukochanym czworonogiem, który uwielbia dostarczać rozrywki na wspólnych harcach. Jak to u nas bywa często mamy takie głupie szczęście, że przydarzają się małe wypadki na trasie pieszych wędrówek, a to wyrwę sobie pazur albo skoczę na rozbite szkło lub wbiegnę w drzewo i wybiję sobie zębucha, a potem pobiegnę dalej. Tak, tak z tym labradorem jak z dzieckiem- musisz zawsze mieć ze sobą tzw. wyprawkę czyli tak jak mamusie mają wypchane po brzegi wózki pampersami, smoczkami oraz butelkami dla swoich pociech, tak ja na biodrach noszę nerkę, materiałową nerkę czyli saszetkę z psimi przyborami na różne przeciwności losu. Ktoś bardzo mądry i pomysłowy wymyślił praktyczną rzecz- nerkę, w której można nosić


wszystko, no prawie wszystko, podręczne rzeczy o nie zbyt dużych gabarytach. Dzięki temu wynalazkowi nie wyglądam jak wielbłąd wyprowadzający psa na spacer, ale jak typowy, dbający i myślący na przód właściciel, który stara się wyprzedzić pewne sytuację jakie mogą nas spotkać w czasie wycieczek. Oczywiście zdarza się tak, że gdy wybieramy się w dalekie, nieznane okolice i na bioderkach nie mamy miejsca bo jest upalny dzień i musimy zabrać butelkę wody, a dla człowieków coś na ząb to przybieramy formę żółwia - zakładamy plecak. A wracając do noszenia nerki to pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy:
  • woreczki (na pachnące kopce kreta)
  • bandaż (gdyby kózka skakała)
  • plastry (na małe ałkaa)
  • gazę wyjałowioną (gdy krew się leje)
  • buty ochronne (na zranione łapki)
  • chusteczki odświeżające (by wytrzeć napotkane perfumy)
  • żel antybakteryjny (co by rączki odkazić od psich przypadków)
  • psie przekąski (zawsze burczy w brzuszku)
  • piłka (aport musi być)

Nawet, gdy biegniecie z psem wokół bloku na szybkie "siku" należy mieć woreczki, a nóż coś się przytrafi i potem patrzymy po ludziach czy nikt nie patrzy, że nasz piesek zostawił niezaplanowaną kupkę. Zawsze miej przy sobie! Jakby kiedyś chciał mnie okraść jakiś złodziej i zaczął przeszukiwać wszelkie kieszenie jakie posiadam, to w każdej znajdzie worek, woreczek czy też rolkę pieskich woreczków. Bandaż , plastry czy buty ochronne już nie raz się przydały, a to dlatego, że czarna ma tendencję do skakania po łąkach, lasach albo po prostu krzakach jak młoda sarenka, a my
ohydni ludzie musimy wszędzie śmiecić bo po co kulturalnie się napić piwa i wyrzucić butelkę do kosza, lepiej rzucić w krzaczory, a najlepiej jeszcze rozbić szkło. I gdyby kózka tak nie skakała to by łapy nie przecięła, a wtedy ten zestaw idealnie ratuje nas przed dalszą destrukcją psiego łapska zanim dotrzemy do domu. Jeśli chodzi o chusteczki odświeżające to  sprawdziły się w przypadku dalszej wędrówki, po środku buszu, gdzie Mia znalazła oryginalne perfumy Coco Chanel prosto z Paryża i postanowiła jak prawdziwa dama, skropić sobie czarny kark. Chusteczki uratowały nas przed smrodem od, którego można było paść bo idealnie usunęły większość wykwintnego pachnidła do czasu, aż  czekało nas ostre szorowanko pod prysznicem. Również nie wyobrażam sobie żeby
podczas postoju na szlaku wędrówki zabrakło małego co nieco na psi kieł, co by mi z sił nie opadła psinka biedna. Nasza spacerowa taszka idealnie mieści wszystkie wyżej wymienione przedmioty, ponieważ przy wyborze odpowiedniej nerki sugerowaliśmy się pojemnością (ile w nią wlezie) i ilością różnych przegródek. Dodatkowo i obowiązkowo dla siebie pakuję telefon, odpukać w razie potrzeby wysłania sygnału SOS, a tak naprawdę czasem liczymy kilometry i spalone kalorie lub pstrykamy fotki, jak wygląda nasza wspólna włóczęga. W duchu się śmieję, że jedyne czego jeszcze nam brakuje to ubezpieczenie czterech łap, rozważamy w niedalekiej przyszłości.